Judas Priest - Firepower

Judas_Priest__Firepower

Judas Priest - Firepower (2018) Epic


smoothstar2smoothstar2smoothstar2smoothstar_halfsmoothstar0


    01. Firepower – 3:27
02. Lightning Strike – 3:29
03. Evil Never Dies – 4:23
04. Never The Heroes – 4:23
05. Necromancer – 3:33
06. Children of the Sun – 4:00
07. Guardians – 1:06
08. Rising from Ruins – 5:23
09. Flamethrower – 4:34
10. Spectre – 4:25
11. Traitors Gate – 5:43
12. No Surrender – 2:54
13. Lone Wolf – 5:09
14. Sea of Red – 5:51


FirepowerLogo2018_400


29715764_2015842595399530_2003138752188252160_n
Gdyby "Firepower" okazał się łabędzim śpiewem angielskiej formacji byłoby to doprawdy godne pożegnanie. Członkowie Judas Priest co prawda ani myślą o końcu działalności, ale swój wiek mają, a w przyszłym roku zespół będzie obchodził 50-lecie działalności.


Nie jest to najlepsza płyta Judas Priest. "Firepower" nie zawiera też hitów na miarę "Breaking the Law", "You've Got Another Thing Comin'", "Turbo Lover" czy "Painkiller". Ten krążek mimo to wzbudził zdecydowanie największy entuzjazm wśród fanów ciężkiego grania ze wszystkich płyt zespołu od 1990 roku, czyli od wydania kultowego albumu "Painkiller". Trzeba przyznać, że ten zachwyt jest uzasadniony.

Najnowszy studyjny album jest wyjątkowy pod kilkoma względami. Judas Priest podczas nagrywania tego krążka zbytnio nie kombinowali. Nagrali za to kilkanaście utworów w swoim starym dobrym stylu i postarali się, aby nowe utwory były jak najbardziej chwytliwe. Sprawia to, że słuchanie utrzymanych w średnim tempie kawałków "Children of the Sun" i "Never The Heroes", szybkiego "Lightning Strike" czy podniosłego i w głównej mierze powolnego "Sea of Red" jest rozkoszą i to nie tylko dla fanów heavy metalu. Warto też pochwalić producentów krążka. Głos Roba Halforda brzmi tu naprawdę świetnie i jest dobrze wyeksponowany, z kolei solówki gitarzystów Glenna Tiptona i Richiego Faulknera są barwne, finezyjne i odpowiednio długie, dzięki czemu nie są nudne.

Na pewno minusem "Firepower" jest za to jego długość. Album trwa blisko godzinę i jest o 22 minuty dłuższy od krążka "British Steel", który jest powszechnie uznawany za najlepszy w całej dyskografii zespołu. Jednak problemem "Firepower" jest nie tylko zbyt duża liczba utworów, ale też zbyt długie numery. Pomimo wszystkich zalet do takich kawałków jak: "Rising from Ruins", "Traitors Gate" czy też "Lone Wolf" nie chce się wracać z powodu czasu ich trwania.

Podsumowując trzeba przyznać, że weterani angielskiej sceny są w naprawdę niezłej formie i nagrali dzieło mogące się podobać zarówno metalowej braci jak i osobom lubiącym zdecydowanie inne gatunki muzyczne. Jeżeli pogłoski o tym, że zespół pojawi się w Kostrzynie nad Odrą na festiwalu "PolAndRock Festival" okażą się prawdziwe to nastanie upalne, skwarne lato, jakiego nikt w Polsce jeszcze nie widział. "Firepower" płonie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Queen - A Kind of Magic, recenzja 2008

Podsumowanie roku - najlepsze albumy 2010 roku. Miejsca 15-11.

David Bowie - The Next Day Extra EP