Nagrody 2010
Dużo wody upłynęło w rzekach od czasu przyznania ostatniej Barclaycard Mercury Prize, jednak o tym wydarzeniu piszę z dużym opóźnieniem i wielkim niesmakiem. Nigdy w historii tej nagrody nie zdarzyło się, żeby płyty do niej nominowane były tak nijakie i irytujące. Wyjątkowo męczący okazał się debiutancki krążek londyńskiego indie-folkowego kwartetu Mumford & Sons "Sigh No More", na którym można znaleźć takie perełki jak: "Thistle & Weeds" czy "Dust Bowl Dance", jednak generalnie słuchając patetycznego i modnego do bólu dzieła brytyjskich artystów nabawić się wstrętu do muzyki alternatywnej. Co ciekawe twórczość Mumford & Sons trafiła w Australii i Stanach Zjednoczonych na podatny grunt. W krainie kangurów album "Sigh No More" dotarł do 1. miejsca listy przebojów i bił rekordy popularności, z kolei Amerykanie przyznali trubadurom dwie nominacje do nagród Grammy, w tym dla najlepszego nowego artysty. Nagroda na szczęście nie trafiła do...