Shame - Songs of Praise

Shame - Songs of Praise (2018) Dead Oceans
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
1. Dust on Trial - 3:34
2. Concrete - 3:34
3. One Rizla - 3:34
4. The Lick - 4:11
5. Tasteless - 3:05
6. Donk - 1:41
7. Gold Hole - 4:46
8. Friction - 4:31
9. Lampoon - 2:34
10. Angie - 6:55

Chłopaki z Shame bez wątpienia mają to coś, co sprawia, że część słuchaczy darzy ich bezgraniczną miłością od pierwszego usłyszenia. A uczuciami obdarzyli ich nie byle jacy odbiorcy, bo dziennikarze magazynu "NME", którzy za debiutancki album zespołu przyznali im maksymalną ilość punktów oraz sam Piotr Stelmach z radiowej Trójki. Co by tu nie mówić, ci ludzie na pewno znają się na rzeczy i nie promują byle kogo. Nasuwa się więc jasny wniosek. Shame to jest coś. Zespół, który trzeba posłuchać i basta. Oczywiście każdy z dziennikarzy zaznacza, że pozycja "Songs of Praise" nie jest dla każdego. Debiutancki krążek Anglików zadowoli jedynie fanów gitarowego, post-punkowego łomotu spod znaku Television, Gang of Four oraz powiedzmy Public Image Ltd. Ten album jednak nie jest tak genialny jakby tego chcieli angielscy dziennikarze muzyczni. Co prawda krążek rozpoczyna się od niezwykle mocnego uderzenia, tj. od bardzo melodyjnej, klimatycznej i zapadającej w pamięć piosenki "Dust on Trial", ale później napięcie cały czas spada. Pierwsza część płyty jest ciekawa i zawiera melodyjne, interesujące i hałaśliwe piosenki, takie jak "Concrete" i "One Rizla", ale "Songs of Praise" pod sam koniec zaczyna nużyć i staje się coraz bardziej obojętny. Po prostu na albumie zabrakło wielkich utworów, które uczyniły dzieło ciekawszym. Mimo niedociągnięć i paru nudniejszych momentów debiutancki album Shame jest pozycją godną polecenia, a sam zespół warto obserwować, gdyż w przyszłości może on dać dużo dobrego.
Komentarze
Prześlij komentarz